Nowy rok – nowy/a ja czyli o sztuce osiągania celów

Nawet nie zdążyłam się obejrzeć, a już mamy nowy rok. Zapytacie czy mam jakieś postanowienia? Może i mam. A co się zmieniło? Sposób, w jaki je stawiam. Jeżeli podobnie jak ja zastanawiacie się, dlaczego Wasze cele nie zostały jeszcze zrealizowane – oto kilka moich rad.

Jak zwykle wyglądał mój początek roku?

A no zwykle było to tak, że już 1 stycznia lub wcześniej siadałam z kartką i wypisywałam co najmniej z 10 postanowień typu: „Schudnę”, „Będę się regularnie uczyć”, „Nie będę jeść słodyczy”, „Będę ćwiczyć” itd. I oczywiście, z bólem serca próbowałam zaprzestać robienia wyżej wymienionych rzeczy lub zaczynałam coś tam robić. Zwykle zapał mijał po kilku dniach, a ja zapominałam o kartce, którą pieczołowicie zapisałam od góry do dołu.

Co robiłam źle?

Po pierwsze i najważniejsze – źle formułowałam cele. Te ogólniki aż ranią oczy! Schudnę, okej. Ale ile, w jakim czasie, dlaczego chcę to robić, po co mi to w ogóle? Będę się regularnie uczyć, ale w jaki sposób będę to monitorować, jak zaplanuję przerwy, co mnie motywuje? I tak ze wszystkim. Nie określiłam dokładnie tego, co chcę osiągnąć i co zrobię, gdy nie będzie mi to wychodzić. Rezultat? Po prostu wymazałam z pamięci wszystko, co nie szło po mojej myśli.

Co zamierzam zrobić lepiej?

Na pewno rozbić moje ogromne postanowienia na mniejsze cele i określić konkretne warunki mojego planu. Chcę też określić, w jakim czasie planuję coś osiągnąć. Mówimy o postanowieniach noworocznych, więc każdemu wydaje się, że np. schudnięcie 5 kg może sobie rozłożyć na 365 dni i będzie ok. Prawda jest taka, że bez spiny możesz to zrobić w 2 miesiące, a nawet troszkę krócej. Oczywiście to tylko przykład, ale chcę zobrazować Wam jak wiele możecie zrobić dla siebie w ciągu tego roku. Jak wiele możecie zrobić dla swojego ducha i ciała, aby Wasze życie było po prostu lepsze.

Czy postanowienia obowiązują tylko na początku roku?

Oczywiście, że nie! To tylko taka umowna granica, która może troszkę motywuje, sprawia, że chce nam się bardziej niż zawsze i jasne – warto to wykorzystać. Nikt jednak nie zabrania postanowień stawianych sobie pod koniec marca czy na początku lipca. Najważniejszy jest stosunek, który do nich masz i samo działanie, które podejmujesz w kierunku ich realizacji.

A jakie są Wasze postanowienia noworoczne? Czy udało Wam się zrealizować te z 2017? Jak to monitorujecie?