Twoja ścieżka edukacji – czyli o sztuce wyboru

Wakacje w pełni, większość z nas wypoczywa w pięknych zakątkach świata. Jedynie niektórzy z nas są zmartwieni i myślą – co dalej? Chodzi mi nie tylko o gimnazjalistów, którzy zastanawiają się czy wybór takiego, a nie innego liceum to strzał w dziesiątkę, nie tylko o maturzystów, którzy rozważają rok przerwy lub wahają się między bogatą gamą kierunków studiów, ale także o każdego innego człowieka, który staje przed ciężkim wyborem ścieżki edukacji.

Najgorszą decyzją jest jej brak

To prawda. Sama zmagałam się z brakiem zdecydowania jeżeli mowa o kierunku studiów. O ile z liceum poszło łatwo, o tyle po maturze miałam w głowie mnóstwo myśli. Nawet nie wyobrażacie sobie, jak bardzo rozbieżne kierunki brałam pod uwagę (wynika to m.in. z braku profesjonalnego sprawdzianu predyspozycji zawodowych, którego nie zapewniają raczej polskie szkoły, ale to temat na inny artykuł). Ekonomia, pielęgniarstwo i germanistyka chyba nie za bardzo się łączą? No właśnie, a nie były to jedyne kierunki, które rozważałam. Jak się to skończyło? Wylądowałam na moich studiach przypadkowo. I o ile u mnie był to dobry strzał, inni mogą nie mieć takiego szczęścia. Do czego zmierzam? Ostatecznie trzeba coś wybrać! Nie mamy gwarancji, że będzie nam to odpowiadać, że będziemy szczęśliwi, ale możemy się tego dowiedzieć po prostu próbując. Wiem, że to banalne, ale wiele osób tego nie rozumie. Nie kieruję tego wyłącznie do młodych ludzi, ale też tych starszych, którzy np. chcą się wybrać na kurs, ale nie wiedzą jaki. Zadecydujcie, najwyżej okaże się, że będzie trzeba go zmienić.

Decyzja łączy się ze słowem TWOJA

Bardzo ważny punkt. Ile razy naciskano na Ciebie, abyś wybrał taki, a nie inny kierunek? Ile razy opowiadano Ci o medycynie i prawie jako najbardziej przyszłościowych studiach? Dużo? Też to znam. Często wręcz narzucano mi podczas rozmowy pewne fakty, o których nigdy sama nie mówiłam. Nie pytali: „Na jakie studia chcesz iść?”. Mówili: „No jak będziesz już lekarzem, to…”albo „Czy złożyłaś już papiery na medycynę?”. To było dla mnie bardzo męczące. Dlatego też apeluję, po pierwsze do osób stających przed wyborem – to ma być Wasza decyzja! Nie mamy, nie taty, nie wujka czy ciotki. WASZA! Po drugie apeluję  do tych rodziców, wujów, ciotek itd. – dajcie im wybór! Pozwólcie im się rozwijać w dobrym kierunku, ale przede wszystkim takim, który samodzielnie wybrali. Nawet jeżeli będzie nieco abstrakcyjny, pamiętajcie, że człowiek uczy się na błędach. Nie cudzych, a własnych.

Co jeśli decyzja będzie zła?

W dzisiejszych czasach ukończenie danego kierunku studiów nie daje nam gwarancji pracy w zawodzie. Wszyscy na to narzekają, ale ja uważam nieco inaczej. Mimo tego, że musimy kończyć kursy, zdobywać doświadczenie, a same studia nie wystarczają – daje nam to możliwość szybkiej zmiany. Co to oznacza? Oznacza to, że wybór ścieżki edukacyjnej nie jest decyzją na całe życie! To bardzo kluczowe. Pomyśl, że w każdej chwili możesz zrezygnować – to przecież Twoje życie. Fakt, to wymaga nieco odwagi, ale chyba lepiej zaryzykować, a potem być mega szczęśliwym, co nie?

Na koniec chciałam zaznaczyć, że wybór studiów jest tutaj jedynie przykładem. Tekst kieruję do każdego, kto się nad czymś waha, kto nie wie jakiego języka się uczyć, na jaki kurs pójść itd. Dobrze wiecie, że zawsze powtarzam tekst o nauce przez całe życie i o tym, że na naukę nigdy nie jest za późno. I tego się trzymam!

 

A jakie są Wasze doświadczenia związane z podejmowaniem decyzji związanych z edukacją? Czy zawsze były one słuszne?