Kujon – obelga czy komplement?

Z racji z tego, że mamy jeszcze wakacje, postanowiłam postawić na nieco lżejszy wpis. Skłoniły mnie do tego nie tylko obserwacje, ale również własne doświadczenia. Być może ktoś z Was był lub jest uważany za kujona lub miał w swoim otoczeniu osoby noszące to miano.

Chciałabym pokazać, że nazwanie kogoś „kujonem” nie znając tej osoby bywa nie tylko nieuzasadnione, ale również krzywdzące. Słowo to w języku potocznym (głównie w szkole) pada dosyć często, choć w rzeczywistości mało kto zna jego prawidłowe znaczenie.

Kim tak naprawdę jest kujon?

kujon

pogardliwie o osobie uczącej się na pamięć, pilnie, lecz bez zrozumienia; kowal

Taką definicję znalazłam w słowniku języka polskiego. A czy w codziennym życiu bierzemy pod uwagę rzeczywiste znaczenie tego słowa?

Pani Od Bani jest kujonką?

Obstawiam, że większość osób, które mnie zna, odpowiedziałoby: „tak”.  Owszem, była to etykietka, którą zazwyczaj mi przypisywano. Zawsze (w liceum nieco się to zmieniło) najlepsza uczennica, wzorowe oceny na świadectwie i perfekcyjne zachowanie. Zaangażowana w życie szkoły. Czegóż chcieć więcej? Prawda była taka, że nigdy nie uważałam się za kujona. Miałam czas na naukę, ale też na przyjemności. Inną kwestią (niezrozumiałą wówczas dla moich rówieśników) było to, że po prostu lubiłam się uczyć. Tak! I lubię to nadal. Osiągnięcia motywowały mnie do dalszego wysiłku. I wcale nie siadałam w pierwszej ławce, nie nosiłam obciachowych sweterków i nie starałam się przypodobać nauczycielom. Dzieliłam się notatkami, choć czasem nóż mi się otwierał w kieszeni, gdy notorycznie prosił mnie o nie ktoś, kto sam nie dawał nic od siebie. Pomagałam na kartkówkach, choć czasem druga osoba dostawała lepszą ocenę ode mnie.

Czy uczyłam się na pamięć? Raczej nie. Czy bez zrozumienia? Też nie. Skąd więc ten stereotyp? Nie wiem. Ludzie mylą pojęcia i wydaje im się, że osoba, która jest uzdolniona, lubi się uczyć (ze zrozumieniem) i rozwijać – nie ma życia poza nauką. Większej bzdury nigdy w życiu nie słyszałam.

Piątki i szóstki nie spadają z nieba

Na pewno znacie też osoby, które uczą się dużo, ale mówią nam zawsze, że „nie, nie, nic się nie uczyłam/em”, „nie zaliczę tego” itd. Tego już zupełnie nie rozumiem. Czy tak trudno jest nam się przyznać do tego, że jesteśmy pracowici, mądrzy i ambitni? Rozumiem, że szukamy poklasku, pochwały naszych działań, ale zapewniam Was, że nagrody za nasze sukcesy są o wiele lepsze niż pochwała od rówieśników, której w takiej sytuacji raczej nie powinniśmy się spodziewać.

Wkładasz w coś pracę? Poświęcasz na coś swój czas? Masz swoje cele, do których dążysz? Przyznaj się do tego! Naprawdę nie widzę nic wstydliwego w tym, że Ci zależy i podejmujesz jakiekolwiek działanie. Owszem, ZAWSZE znajdą się osoby, które będą próbowały Cię wyśmiewać czy krytykować, ale pamiętaj: to z nimi jest coś nie tak, Ty jesteś okej.

Istnieją oczywiście jednostki szczególnie wybitne, które albo mają niesamowitą pamięć i wynoszą niemalże wszystko z zajęć (o ile są prowadzone tak, jak należy), albo posiadają już wiedzę na dany temat (chociażby z olimpiady mającej miejsce np. w gimnazjum). Wtedy zapomnienie o sprawdzianie czy kolokwium może być normą, a zupełny brak stresu przed ustnym egzaminem – chlebem powszednim. Jednak pamiętajmy, że takich ludzi spotyka się rzadko i niestety, ale każdy z nas musi włożyć w zdobywanie wiedzy choć odrobinę pracy, czego absolutnie nie powinniśmy się wstydzić.

A jakie są Wasze doświadczenia z kujonami? Czy ktoś z Was był lub jest (zazwyczaj niesłusznie) uważany za kujona?