„I don’t speak English” – czyli o poziomie nauczania języków w Polsce

Masz za sobą szkołę podstawową, gimnazjum, liceum, być może studia. Języka angielskiego uczysz się od wielu lat. A co jeśli nadal po zadaniu pytania przez obcokrajowca na ulicy, nie jesteś w stanie wytłumaczyć mu drogi na dworzec autobusowy? Ja po części tak mam. I chyba coś tu jednak nie gra. Jak to się dzieje, że efektywność nauczania języków obcych w Polsce jest tak niska?

Zatrważające statystyki

Nie mam zamiaru tu nikogo straszyć, ale być może nie każdy z nas wie, jak sytuacja naprawdę wygląda. Zacznę od tego, że dwóch na trzech piętnastolatków nie potrafi zrozumieć języka, którego uczy się co najmniej 6 lat. Zdziwieni? Ja nie. Chociaż ten wiek mam już dawno za sobą, sama tego doświadczyłam i niestety chyba nadal doświadczam. Angielskiego zaczęłam uczyć się w 4 klasie szkoły podstawowej. Na jego lekcje uczęszczałam przez całe gimnazjum, liceum i dwa semestry studiów. Efekt? O ile znam zasady gramatyczne, rozumiem teksty pisane i mówione – mam barierę językową. Gdy tylko jestem zmuszona do wypowiedzi – automatycznie myślę po polsku, po czym przerzucam wszystko w głowie na język angielski, co jak się domyślacie – zajmuje trochę czasu. Wielu z Was może pomyśleć: „Aa tam, pewnie się nie uczyła tak jak trzeba”. Wcale tak nie było – z angielskiego zawsze miałam piątki, a nawet szóstki. Pilnie wkuwałam słówka, tak jak mi kazano. Uczyłam się regułek gramatycznych, tak jak mi kazano. I co z tego? Aż strach pomyśleć o uczniach, którzy byli troszkę mniej pilni niż ja.

Zbyt mało godzin

Gdy próbujemy znaleźć przyczynę, pierwszą naszą myślą jest zbyt mała ilość godzin. Owszem, język angielski zazwyczaj odbywa się w szkołach 2-3 razy w tygodniu po 45 minut. Właśnie – odbywają się. To kluczowe stwierdzenie. Nie każdy nauczyciel podchodzi do swojego obowiązku poważnie. Nie twierdzę tu oczywiście, że wszyscy angliści są źli i się nie nadają. Chodzi mi o to, że niestety wielu z nich skupia się jedynie na „odbębnieniu” swoich godzin pracy, zadaniu dzieciom pracy domowej i jak najszybszego opuszczenia sali lekcyjnej. Lekcja języka angielskiego zwykle kojarzy mi się z rozwiązywaniem zadań gramatycznych, a potem ich sprawdzaniem, czytaniem tekstów i wykonywaniem do nich poleceń oraz ze schematycznymi zadaniami ze słuchania, w których należy zaznaczyć poprawną odpowiedź lub uzupełnić słowo. Jak widzicie, wszędzie pojawia się coś o sprawdzaniu. Oczywiście, wiedzę trzeba zweryfikować, ale w grupach liczących tyle osób, ile mamy w warunkach szkolnych, nieco się z tym schodzi – prawda?

Troszkę o metodach

Badania pokazują, że czytanie w kółko tego samego tekstu i robienie nieustannie zadań podobnego typu, wcale nie sprawią, że materiał zostanie lepiej przyswojony.  Naszego mózgu nie da się oszukać – powtarzające się czynności po prostu go nudzą i doprowadzają do jego „wyłączenia”. Ten jakże ważny narząd potrzebuje urozmaicenia – zmiany położenia ciała, rysunków, kolorów, bodźców dźwiękowych czy nawet zapachowych. I tu pojawia się oczywiście konflikt między warunkami szkolnymi i liczbą godzin. Czas i szkolne ławy w znacznym stopniu ograniczają kreatywne myślenie – zarówno wśród nauczycieli, jak i wśród uczniów.

Rola rodziców

O tym, że szkoła nie jest idealnym miejscem do nauki języków już wiemy. W tym momencie „do akcji” powinni wkroczyć rodzice. Wielu z nich organizuje swoim dzieciom lekcje poza szkołą, co wiąże się niestety z ograniczonym czasem wolnym, ale jednocześnie jest inwestycją w przyszłość. Problem tkwi w tym, że wciąż nie każdy rodzic rozumie tę inwestycję. Bo po co wydawać pieniądze, przecież lekcje ma w szkole, to wystarczy. Bo nie ma co zabierać dziecku wolnego czasu i młodości. I tutaj dużą rolę odgrywa nasza mentalność i…nasze umiejętności lingwistyczne. Dla porównania – w krajach skandynawskich dużo więcej osób dorosłych zna angielski, co przekłada się na lepszą znajomość języków obcych przez ich dzieci. Wynika to być może z lepszej jakości zajęć, większego zaangażowania dzieci, a także z większej świadomości rodziców.

A jakie jest Wasze zdanie na temat poziomu nauczania języków obcych w Polsce? Co zrobić, aby go polepszyć?